Jesteś czytelnikem?

Jeżeli czytasz moje wypociny,
dodaj mi trochę adrenaliny.
Napisz mi komentarz,
Żebym wiedziała, że się postarałeś
I nową treść już przeczytałeś.
Miło by również było, '
Gdybym wiedziała ilu Was mnie odwiedziło.
Więc anonimowych proszę,
Aby podpisałi się, choć na wzorzec. :)

Jeżeli czytasz, daj lajka na fejsie, będą tam dodawane informacje o nowych postach :)

https://web.facebook.com/lofreee/?fref=ts

czwartek, 10 grudnia 2015

ROZDZIAŁ 18 - GDY ON OKAZUJE SIĘ NIE BYĆ NIM


Moja głowa znów pękała z bólu. On był niewyobrażalnie ciężki, nie mogłam go znieść, a pojawiał się ostatnio tak często, że nie byłam w stanie zliczyć.
         Dni mijały mi spokojnie, pomijając fakt, że mój romans z Nathanem kwitnął w zniewalająco szybkim tempie. Kochaliśmy się wszędzie, w biurze, w łazience, w przymierzalni, u niego, nawet u mnie, gdy byłam pewna, że Oliver nie wróci do domu wcześniej. Nie kiedy zastanawiałam się, co powiem Teyi, jeżeli się dowie, że jesteśmy razem. Nie miałam zielonego pojęcia co zrobić, ani jak zerwać z Oliverem. Nie miałam też pomysłu, co powiem rodzicom, ponieważ oni pokładali w nas tyle nadziei.
         Zbliżała się wigilia, w sklepach było pełno osób, a w banku nie nadążałam wypełniać papierków. Pozostawał mi jeszcze fakt, iż musiałam kupić prezenty dla najbliższych, a nie za bardzo miałam kiedy tego przedsięwzięcia dokonać.
         Były trzy dni przed wigilią. Postanowiłam wziąć dzień urlopu, aby pochodzić po sklepach. Zadzwoniłam do Teyi, która uwielbiała ten sport i ruszyłyśmy w miasto. Okazało się, że nie mam przy sobie ani gotówki, ani karty kredytowej, więc byłyśmy zmuszone pojechać do domu. Niestety, nie było nam dane wsiąść w samochód, ponieważ Teya stwierdziła, że to strata czasu. Wzięła mnie na ręce i w ciągu niecałej minuty już byłyśmy u mnie.
         Stojąc przed drzwiami usłyszałam głos Olivera i Jona. Kłócili się. Czym prędzej otworzyłam drzwi, ale to co zobaczyłyśmy po wejściu przeraziło nas obydwie. Jon trzymał Olivera podnosząc go za gardło w górze.
         - Co Ty robisz Jon? Puść go – Krzyknęła Teya.
         - To nie jest Oliver! To Savege! –
         Nie rozumiałam o co chodziło, ale Teya chyba tak. Podeszła do Jona, spojrzała na niego jakoś tak dziwnie, a Oliver, czy kim tam on był zaczął się wiercić.
         - Skąd wiedziałeś Jon? – Teya popatrzyła na niego zdziwionym wzrokiem.
         - Zapytałem się co kupił Am na święta, a on odpowiedział, że jeszcze nic. Nie wiedział o tym, że w wakacje kupiliśmy Am prezent. Upewniłem się faktem, że Oliver nie ma tatuażu. – Odsłonił drugą ręką jego włosy, a za uchem pokazał się mały, prawie niezauważalny tatuaż.
         Patrzyłam na nich i nie wiedziałam co zrobić.
         - Am, mogłabyś przywołać wiatr? – Teya zapytała spokojnym głosem.
         - Po co?
         - Savege jest z piasku. Nic go nie może pokonać, bo po prostu się rozsypie.
         - Więc jak trzyma go Jon?
         - Ma w ręku nagrzany metal. Save w tym miejscu zrobił się szklany i nie może się uwolnić, ale Jon ma już tak poparzoną rękę, że długo nie wytrzyma.
         - Jon, puść go – powiedziałam stanowczo. Wpadłam na nieco inny pomysł.
         Jon puścił Savege’a, a ten upadł na podłogę, Zrobiłam kilka miarowych ruchów ręką, moje palce zaczęły wirować, a ciało obracać się wokół swojej osi. Zaczęłam płonąć ogniem. Podeszłam do niego i spojrzałam mu w oczy,  Były takie straszne. Przerażały mnie. Wzięłam głęboki wdech i jednym silnym ruchem skierowałam płomień na niego. Jego ciało zaczęło się jakby zamrażać. Po chwili leżał cały skostniały na środku mojego pokoju, a ja nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Jon kopnął go z całej siły, a szkło, które po nim pozostało roztrysnęło się milion części.
         - Gdzie się tego nauczyłaś? – Teya patrzyła na mnie wielkimi oczami.
         - Nie wiem. W wolnym czasie trochę ćwiczyłam i zdołałam opanować przywoływanie żywiołów z daleka, nie mając ich w zasięgu wzroku .Mniejsza z tym. Jeżeli to był Savege, to gdzie jest Oliver? – To pytanie kierowała, już do Jona
         - Przykro mi. Oliver…
         - On nie żyje – Dokończyła za niego Teya.
          - Jak to nie żyje?! – krzyknęłam ze złości.
         - Widzisz Am, dowiedziałem się od Save’a. Powiedział mi, kiedy go złapałem u Ciebie w domu. Oliego zabił Felton. I zabije każdego z nas, jeżeli nadal będziemy stawiać mu opór.
         - Nigdy w życiu się nie poddam! – krzyknęłam, uderzając pięścią w szklany stół, który również się posypał.
         - Am, we czwórkę nie damy rady. – Teya usiadła na łóżko i załamała ręce.
         - Ale w pięciu już tak? – spytałam. Jako odpowiedź ujrzałam ich zdziwione miny. – Chyba muszę wam coś powiedzieć.
         Teya wstała z łóżka bardzo wolno, ale  z zawrotną prędkością znalazła się przy mojej twarzy.
         - Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że masz kontakt z Nathanem?
         - Ja.. Ja…
         - Nie Teyo – przerwał mi Jon, widząc, że nie wiem co powiedzieć. Jednak takiej pomocy z jego strony się nie spodziewałam. – Ona z nim sypia.
         Teya wrzasnęła tak głośno, że myślałam, że pękną mi bębenki.
         - Ty fałszywa suko! – uderzyła mnie w twarz z taką siłą, że się przewróciłam – Ty perfidna idiotko! Jak możesz mi to robić! – Biła mnie pięściami. Powoli zaczynałam tracić przytomność – Straciłam chłopaka, mój brat nie żyje, a moja najlepsza przyjaciółka daje dupy mojemu byłemu!
         Nagle owładnęła mnie fala wściekłości. Poczułam do niej taką nienawiść, że moje ciało samo podniosło się do góry. Moje włosy rozwiały się do tyłu, a ja tkwiłam w powietrzu.
         - Nie jestem suką! – Mój głos był gruby i ciężki, jakby jakiegoś potwora. Jednym podmuchem wiatru obaliłam Teyę na ziemię. Leżała, patrząc na mnie przerażonymi oczami.
         Opadłam na podłogę wyczerpana. Jon stał obok i wszystko obserwował.
         - Moje panie, - zwrócił się spokojnym głosem do nas – Dałyście sobie po mordzie niczym prawdziwi mężczyźni, ale myślę, że to nie czas i miejsce na tego typu sprzeczki. Teya, dobrze wiedziałaś, że Nate nie będzie Twój, wiedziałaś, że ich coś do siebie przyciągnie. W  końcu śnił o tym, mówił Ci o tym.
         Spojrzałam na Jona dziwnym wzrokiem. Jak to Teya wiedziała?
         - Tak Am, widzisz, ja wiedziałem, że Teya jest z Natem. Przede mną nic się nie ukryć. Powinnaś to wiedzieć doskonale. Nate o tym śnił.. Tak samo śnił o tym, że Oliver nas zabije, bo nie widział Olivera tylko Savege’a.  Dlatego próbował Cię przed nim ostrzec.
         - Okej, dobra. Wiedziałam, co nie znaczy, że nie cierpię z powodu jego straty. Obiecywał mi, że nie prześpi się z Am, że mnie nie zdradzi.
         - Ale to nie zależy od niego. On jest wyjątkowy, wiesz o tym Teya. – Jon przytulił ją do piersi.
         - Ja nie chce go widzieć, ale wiem, że muszę, dla dobra wszystkich. Co nie znaczy, że będę dla niego miła.
         - Nie musisz być – Powiedziałam, przytulając się do niej – Już dobrze kochanie, już dobrze – szepnęłam jej do ucha. – Myślę, że ktoś jeszcze zechce nam pomóc.
         - Kolejna tajemnica Am- Jon uśmiechnął się porozumiewawczo.
         - A jak? – odpowiedziałam ze śmiechem. Wyciągnełam telefon i napisałam sms. Po sekundzie  dostałam odpowiedź.
ROFE:
Już lecę




...............................................................................................
Zdałam sobie sprawę, że piszę tylko dla siebie i dwóch moich czytelniczek.
Więcej was nie ma i z tego powodu jest mi bardzo przykro.
Ale co poradzisz?
Nic nie poradzisz.
Będę pisać dalej.
Bo lubię.
Bo chcę.
I będę marzyć.
Marzyć o tym, że kiedyś będzie was więcej.
buziaczki.
Ps. specjalnie dla Ciebie Kasiu :D
Bo pokazałaś mi.
Jak
Zabić
Głównego
Bohatera.
amen
:D

wtorek, 8 grudnia 2015

ROZDZIAŁ 17 - A MOŻE ON NAPRAWDĘ JEST ZŁY? 



                Siedziałam w pracy już kilka dobrych godzin, a dzień niemiłosiernie mi się dłużył. Nathan mnie unikał, zresztą ja też za bardzo nie chciałam się z nim widzieć. Po tym co zrobił, jak postąpił ze mną i Teyą miałam go dość na najbliższe pół roku. Niestety, nie mogłam go zwolnić z pracy, ponieważ życia osobistego starałam się nie mieszać w życie zawodowe.
         Moją głowę zaprzątały myśli na temat tego, co zobaczyłam w oczach Olivera poprzedniego wieczoru. Nie mogłam zrozumieć co w nich było, jednak wiedziałam, że muszę się tego dowiedzieć.
         O Dwunastej w południe postanowiłam wyjść na lunch. Zadzwoniłam do Teyi i umówiłam się z nią w knajpce niedaleko mojego miejsca pracy. Przyszła spóźniona, za co bardzo mnie przeprosiła, ale powiedziała, że musiała sprawdzić jedną pilną rzecz i nawet jej moce nie pomogły. Dałam jej buziaka w policzek i usiadłyśmy do stołu. Gdy przyszła kelnerka zamówiłyśmy obiad i zaczęłyśmy rozmawiać.
         - Wiesz Ameel, martwię się. – Teya popatrzyła na mnie takim wzrokiem, że zrozumiałam, iż chodzi o coś poważnego.
         - Co się dzieje kochana?  - złapałam ją za rękę aby dodać jej wsparcia.
         - Chodzi o Olivera. Z nim jest coś nie tak  - Co miałam powiedzieć, sądziłam dokładnie tak samo jak jego siostra. – Widzisz, gdy Nate powiedział, że Oliver nas zabije, ja miałam jakby jakiś przebłysk i również to zobaczyłam. Nidy wcześniej nic takiego mi się nie zdarzało, myślałam, że to jakieś omamy - albo halucynacje, że Nate jakoś na mnie wpływa, ale widzisz, Jon również to widział. On wie, że to jest prawdziwe.
         Byłam zdziwiona i zaskoczona za razem.
         - Teyo, czy Ty sądzisz, że Oliver może mieć..- Przełknęłam ślinę – jakieś złe zamiary? – Jej oczy zrobiły się jakieś większe, widziałam, że jest zupełnie przerażona.
         - Mam pewne podejrzenia. Widzisz, zanim do nas dołączyłaś poznaliśmy więcej takich osób jak Mike. Ale one nigdy nic nie mówiły. Po prostu ruszaliśmy na akcję i jeżeli trzeba było, to zabijaliśmy ich. .
         - A co to ma wspólnego z Oliverem ? 
         - Było ich kilku. Kilkunastu. Zabijałam ja, Felcy, Jon.. Ale Oliver?  On nigdy ich nie zabił. Żadnego z nich. Zawsze gdzieś znikał na chwilę przed ich zabiciem, nigdy się nie zastanawiałam nad tym, ale Jon tak. Gdy go o to zapytał, stwierdził, że on nie może patrzeć jak się kogoś zabija. Ale teraz sądzę, że to nie była prawa, Am. Myślę, że Oli naprawdę ma coś wspólnego z Feltonem, tylko jakoś trzeba się dowiedzieć co.
         Spojrzałam na Teyę wiedziałam, że ona mówi poważnie. Bardzo się bałam, ponieważ kochałam Olivera, ale miałam przeczucie, że Teya ma rację. Musieliśmy to jakoś sprawdzić. Teya musiała już uciekać, a ja z racji tego, że nie chciałam jeszcze wracać do pracy zamówiłam sobie kawę.
         Siedziałam patrząc się w okno. Widziałam mnóstwo gnających przed siebie ludzi. Ciekawe ilu z nich było Lofree. Ilu z nich o nas wiedziało? Czy zdawali sobie sprawę, że istniejemy. Że czyha na nich niebezpieczeństwo. Przecież oni mieli rodziny, dzieci, mężów, żony, ojców. Ludzi, których kochali i którzy ich kochają. Moim rozmyśleniom przerwał dźwięk przychodzącej wiadomości.
         Wyjęłam swojego smartfona z torebki. SMS był z nieznanego numeru
NIEZNANY:
Pamiętasz mnie?
JA:
Kim jesteś?
NIEZNANY:
Tego się nie dowiesz.
NIEZNANY:
Ale mogę Ci pomóc.
JA:
Z czym ?
NIEZNANY:
Oliver.
JA:
A co z nim nie tak?
NIEZNANY:
Wiesz o co mi chodzi. Nie graj w gierki, nie mam czasu. Chcę Ci pomóc i pomogę, czy tego chcesz czy nie.
JA:
A jak zamierzasz to  zrobić?
NIEZNANY:
To już mój problem, tym się nie martw.
JA:
Aha.
NIEZNANY:
To o czym mówiła Teya, jest prawdą. Macie dobre spekulacje. Oliver ma powiązania z Feltonem, ale nie wiem jakie. Nie martw się. Dowiem się.
JA:
Skąd to wiesz?
NIEZNANY:
To również nie Twoja sprawa Am. Pomogę Ci.
JA:
Czemu mam wrażenie, że to Ty Nate?
NIEZNANY:
Masz złe wrażenie. Nate jest za głupi na takie rzeczy, ale radziłabym Tobie i Teyi trzymać się blisko niego, On wam pomoże. W razie czego, ja też się zjawię. Będę was chronił za wszelką cenę. Musicie przeżyć jako jedyni. Musicie stać się ostatnimi LOFREE na świecie, bo inaczej spokój nigdy nie zapanuje na tej ziemi.
JA:
Więc to Ty?  Ten zakapturzony wybawca.
NIEZNANY:
Tak. Nazywaj mnie RoFe. Nic więcej naprawdę nie musisz wiedzieć.
Im mniej wiesz, tym jesteście bezpieczniejsi. Jak coś, będę się odzywać. Ty też możesz.
JA:
Ok.
         A więc to on do mnie pisze, on chce nas chronić tylko przed czym. Sama nie byłam tego pewna. Przed Feltonem? A może przed Oliverem?  I dlaczego tak mu na tym zależy. Dlaczego się w to miesza. Zaczęłam podejrzewać, że RoFe  jest związany z Feltonem lub Olim, i któryś z nich kiedyś coś mu zrobił, tylko który?
         Moje myśli błądziły wokół Nate. Zastanawiałam się, czy powiedzieć mu o tym co się wydarzyło i czy to dobry pomysł aby wogołe to wiedział. Czy będę w stanie z nim porozmawiać.
         Wróciłam do biura, usiadłam w fotelu i postanowiłam do niego zadzwonić.
         - Nate, mogę Cię prosić na chwilę do mojego gabinetu?
         - Ok., dziesięć minut, mam klienta.
         Znów siedziałam gapiąc się w okno. Cholera! Jak ja lubiłam gapić się w okna. To był mój nawyk od dzieciństwa. Zawsze miałam duży parapet, abym mogła spokojnie się na nim rozsadowić z kubkiem kakao lub gorącej czekolady i rozmyślać, ale w biurze mi nie wypadało. Rozległo się pukanie do drzwi, a moment później Nate stał przed moim biurkiem i czekał na dyspozycje.
         Uśmiechnęłam się do niego życzliwie i jak na szefową przystało zaproponowałam, żeby usiadł. Skorzystał z tej propozycji, a moje myśli błądziły gdzie indziej. Miał na sobie taki piękny garnitur, matowy, w kolorze szarym, który idealnie podkreślał jego oczy. Kurwa, znów to robię opanuj się Am, skarciłam sama siebie.
         Zaczęliśmy rozmowę. Aby wszystko mu jak najlepiej wytłumaczyć podałam mu swój telefon i kazałam czytać. Gdy czytał wiadomości mogłam w spokoju się mu przyjżeć.
         - Am, ja wiem już o wszystkim. Ten cały RoFe pisał i do mnie. Nie wiem czemu, ale każe mi się trzymać jak najbliżej Ciebie.Chodziaż w tym momencie to chyba nie możliwe.
         Możliwe Nate – postanowiłam przejąć inicjatywę.
         - Soniu, proszę nie wpuszczaj do nas nikogo, mamy ważny projekt do omówienia. – Przekazałam wytyczne mojej sekretarce.
         Wstałąm z fotela i podeszłąm do Nate’a. Siedział spięty na fotelu, ale gdy zobaczył ze zbliżam się w jego stronę momentalnie, jakby tylko na to czekając odkręcił się lekko na fotelu, oparł wygodnie plecami o zagłówek, i rozłożył nogi. Podeszłam od tyły, zaczęłam masować jego kark, potem delikatnie całować go po uchu. Następnie usiadłam na jego kolana. Nate podwinął mi i tak już krótką, czarną mini wyżej do góry, rozpiął swój rozporek i delikatnym ruchem wsunał się we mnie tak,  że mimowolnie Cicho jęknęłam
         - Teraz mi się to nie śni Am? – zapytał cicho dysząc z podniecenia.
         - Cholera, jesteś taki przytojny – wyszeptałam i odpłynęłam w nieznanej mi dotąd rozkoszy, na którą już wystarczająco długo czekałam.



..................................................................................................................

Tyle wyświtnleń dziennie, ale komentarzy brak, a szkoda, ale nic na to nie poradzę. 
Dziś dosyć dlugi rozdział, bo miałem mega wenę jakoś tak łatwo się pisało, że się skońćzyć nie chciało. 

Moje koleżanki stwierdziły, że zaczną podawać snapa, więc będę niegrzeczna i ściągnę od nich :) 
snam mój to. 
zjemciem.ooo 
:D
buziaczki :D

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 16 - Nie chce cię znać.


Patrzyliśmy po sobie dłuższą chwilę. Nathan powoli przesuwał wzrok po wszystkich osobach, któ®e znajdowały się w pomieszczeniu, ale najdłużej zatrzymał się na mnie
         - Pozwoliłem sobie wejść, ponieważ drzwi były otwarte, a nie słyszeliście jak pukam.
         - Dobrze, ale powiedz co tu robisz? – zapytała Teya podchodząc do niego.
         - Wiem, że walczyliście z Mike’m. Ze ja też nie skapnąłem się, że on jest nie halo, pracowałem z nim tyle czasu, ale nie szukałem innych takich jak my.
         - Jak my?  - spytał Oliver –Powiedz kim jesteś?
         - Nie wiem kim jestem, i nigdy się nie dowiedziałem skąd się wziąłem, ale patrząc po wszystkich wydarzeniach, myślę że jestem taki sam jak wy, ale nie taki sam jak oni. Mam pewne wizje..
         - Jakie wizje?  - zainteresowała się Felcy.
         - No właśnie nie do końca je rozumiem. – Nate przeszedł po pokoju i usiadł na kanapie. – Widzicie, moje wizje polegają jakby na przeszłości. Widzę mężczyznę, którym jest Felton i kobietę. Ma długie rude włosy, i jest piękna, naprawdę zniewalająca. Biała cera, śnieżnobiałe zęby, ona nie wygląda normalnie, śmieje się do niego. Widać, że są szczęśliwi. Bardzo szczęśliwi.
         - To Rosse, - Jon uniósł się z fotela i zaczął chodzić po pokoju.
         - Nie wiem kto to, ale w kolejnej wizji ona umiera. Zabijają ją ludzie, któ®zy krzyczą, że jest zła i musi zniknąc. Potem … Moje wizje robią się jeszcze bardziej dziwne.
         - Mów Nate, wytłumacz im, bo ja już wszystko wiem.  – Jon stał przerażony.
         - Widzisz Am, ja nie bez powodu mówiłem Ci te wszystkie rzeczy. W kolejnych wizjach widzę, jak Oliver pomaga Feltonowi was zabić, po czym zabija Feltona i zostaje głównym demonem.
         Byłam przerażona, o czym on mówił, ale Oliver nie dał mi dlugo nad tym pomyśleć, ponieważ nagle się odezwał, co było dla mnie jeszcze większym zdziwieniem.
         - Stary, fakt, że masz jakieś wizje, nie oznacza, że możesz mącić moim dziewczynom w głowie. Teya jest moją siostrą, Ameel dziewczyną a ty kurwa mać, całujesz się obydwie. Kupujesz pokój w hotelu i idziesz się kąpąć a Am na ciebie czeka?  A później ją przyprowadzasz i twierdzisz, że zasnęła?  A co robisz z Teyą?
         Byłam w szoku, że Oliver wiedział co mnie łaczy z Nathanem, ale bardziej przeraziłam się Teyą.
         Teya podbiegłą do Nate;a, uniosła go do góry i rzuciła nim o ziemię z taką siłą, że aż cały budynek zadrżał.
         - Ty skończony sukinsynu! Ty pieprzony draniu. Mówisz, że mnie kochasz, a bzykasz inną?  Na dodatek moją najlepszą przyjaciółkę?! Ty gnoju!  - Teya zaczęła krzyczeć i gdy już miała go uderzyć z całej siły w twarz pojawił się Oliver, złapał ją za rękę i powiedział, że nie warto. – Wynoś się  stąd, nie chce cię więcej widzieć – dodała, już nie co spokojniejszym tonem , niż poprzedni.
         - A ja nie chce Cię widzieć obok mojej dziewczyny. – Wycharczał Oli.
         Nawet nie wiedziałam, kiedy go nie było. Spojrzałam na Teyę i ją przeprosiłam
         - Nic się nie stało Am, nie wiedziałaś, że to mój chłopak – Teya zrobiła smutną minę.
         - Ale ja z nim nie spałam. – dodałam skruszona,
         - Uwierz jej, nie spała z nim, gdyby spała, już by nie żyła – Oliver spojrzał w moje oczy tak szyderczo, że zobaczyłam w nich coś. I to coś nie było dobre. 

czwartek, 3 grudnia 2015

ROZDZIAŁ 15 - I POJAWIŁO SIĘ "TO"


         - Nie mamy takiego zamiaru Mike. – Powiedział stanowczo Oliver.
         - Ale ja mam. Albo nam pomożecie, albo zginiecie. Wybór należy do was.
         - Nie chcemy  ani wam pomagać, ani ginąć.
         W tym właśnie momencie Teya przeleciała naprzeciw Felcy, która stała bezbronna i nie spodziewała się nagłego ataku. Mike rzucił w nią nożem, celując prosto w serce, na szczęście Teya poruszała się z prędkością światła i zdążyła to na czas zauważyć. Nagle Mike znalazł się obok mnie, chwycił mnie od tylu za gardło i próbował dusić. Oliver w mgnieniu  oka dopadł Mike’a, ale jego uścisk był tak silny, że nawet on nie był w stanie go obezwładnić. Próbowałam przywołać ogień, który palił się w kominku, ale nie mogłam, ponieważ go nie widziałam. To było straszne, przez moment czułam, że tracę przytomność, ale zauważyłam, że Felcy jest bardzo na czymś skupiona. Używała właśnie swojej mocy, aby zacząć kontrolować Mike, ale i to nic nie dało. Teya wyciągnęła swój luk, ale strzały odbiły się od niego niczym od skały. Groty się połamały, a Mike nadal się śmiał. Miałam bardzo silna wolę, aby nie zemdleć, ale naprawdę czułam, że są to moje ostatnie chwile na tej ziemi. Może nie dane mi było być demonem? Może demony naprawdę powinny być złe i robić to, do czego zostały stworzone. Tak bardzo ich kocham, - pomyślałam. To moja rodzina, a ja ich za chwilę stracę. Ciekawe, czy oni będą za mną tęsknić. Zastanawiałam się tak, powoli tracąc świadomość, gdy nagle  usłyszałam wielki huk.    
         Ostatkiem sił spojrzałam w prawą stronę stała tam jakaś postać. W ręce trzymała coś co wyglądało jak… pistolet. Zwykły pistolet, ale wydawało mi się, że to nim nie było. Nagle tajemnicza postać ubrana w ciemny płaszcz z kapturem otworzyła usta, a z jej krtani wydobył się zaskakująco przeraźliwy wrzask. Nie byłam pewna jak to się dzieje, że moje uszy są jeszcze na miejscu, ale uścisk Mike’a się poluzował, aż w końcu puścił.
         Upadłam na podłogę. Oddychałam z ledwością. Moje ciało pragnęło odpocząć, ale nie chciałam tego. Ciekawiło mnie, co się wydarzy dalej.
         Mike leżał na podłodze niedaleko mnie. Wił się z bólu, a ja już nic nie słyszałam.
         - Zostaw ich w spokoju – Zabrzmiał złowrogo głos tajemniczego wybawcy.
         - Prędzej zginę – odpowiedział Mike, wijąc się z bólu.
         - A więc giń – zaśmiał się, a z jego ust wydobył się wrzask, jakby jazgot kogoś, kto ginie w męczarniach.
         Spojrzałam na Mike’a, ale on już się nie ruszał. Jego ciało leżało bezwładnie na ziemi, a ręce zakrywały uszy. Jego oczy nie były już czerwone, a białe. Pokrywała je śnieżna biel. Stracił swoją duszę. Stracił siłę i moc, ale przez moją głowę przeszła mi jedna myśl, że na jego miejsce pojawi się ktoś inny,
         - Kim jesteś  - spytał Jon, który nadal zatykał uszy.
         - Waszym wybawicielem. Nic więcej nie musicie wiedzieć. – powiedziała postać w czarnym płaszczu.
         - Czemu nas uratowałeś, czemu?
         - Bo sami byście nie dali rady. Jesteście najsilniejsi, ale na ten moment nie umiecie wykorzystywać swoich darów. Radzę wam się uczyć, bo to nie koniec – to coś spojrzało na mnie – Am, nie próbuj..
         Zdziwiłam się, skąd wiedziała, co chcę zrobić? Próbowałam przywołać wiatr, aby ściągnął tej postaci kaptur.
         - Tak Am. Przede mną nic i nikt się nie ukryje. A wy się przygotujcie, bo to dopiero początek waszych kłopotów.

                                               ***   
         - No więc Teyo, od kiedy znasz Nathana?  - Oliver spojrzał na siostrę karcącym wzrokiem.
         - Odkąd dowiedziałam się, że mam moce. Poznałam go kilka dni później.Nie chciałam go mieszać w nasze sprawy, więc nic nie mówiłam.
         - A powinnaś powiedzieć Teyo.. – Posmutniał Jon. – Musimy sobie ufać.
         - Wiem, ale on nie jest zły. Naprawdę. Jestem z nim już trochę czasu.
         W środku we mnie aż się  gotowało. Nie tylko dlatego, że byłam zazdrosna, chociaż byłam, niesamowicie, ale  dla tego, że Nathan to parszywa świnia, która chodzi z moją najlepszą przyjaciółką, w uwodzi mnie.
         - Kiedy go poznamy? – Zapytała Felcy, jako jedyna spokojna w tym gronie.
         - Teraz. – Spojrzałam w stronę drzwi, w których stał Nathan we własnej osobie.


..........................................................................................................................................
A więc to już pietnasty rozdział mojej powieści. Myślę, że będzie ich jeszcze więcej. szkoda tylko, że nie mam tylu czytelników, ile mam rozdziałów.

Mam jednak nadzieję, że będzie lepiej, że z biegiem czasu ktoś, opróćz tych dwóch stałych u mnie osób zacznie doceniać moją pracę. Piszę dla siebie, nie dla innych, jednak miło by było, gdybym miała motywację od strony czytelników. 

Apel do was! Jeżeli jest was więcej zostawcie chociaż jeden komentarz pod moim postem, abym wiedziała, że mogę na was liczyć.
Buziaczki :*

środa, 2 grudnia 2015

ROZDZIAŁ 14 - KIM  SĄ LOFREE


Staliśmy tak chwilę i patrzyliśmy po sobie. Jego oczy błyszczały w kolorze jaskrawej czerwieni. Były przerażające. Czułam dziwny niepokój. Nie dlatego, że się bałam, wręcz przeciwnie. Czułam niepokój właśnie dlatego, że w ogole się nie bałam. Byłam przygotowana na to, że będę musiała stoczyć walkę, walkę o życie, ale z drugiej strony, chciałam się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi.
         - Mike – powiedziała stanowczo – Co ty wyprawiasz?
         Jego oczy skierowały się w moim kierunku. Uśmiechnął się przeszywająco.
         - Nie rozumiesz Am, ty nic nie rozumiesz. – zaśmiał się. – Wy wszyscy nic nie rozumieć. A Felton wcale nie jest zadowolony z tego powodu.
         - Co do jasnej cholery chce od nas ten Felton?  Czego Ty chcesz?! – Krzyknął Jon.
         - A więc, jak już pewnie wiecie, czy też się domyślacie, nie jestem zwykłym człowiekiem, ale też nie jestem zwykłym demonem. – Uśmiechnął się szyderczo. – Mam wiele mocy, nie po jednej, tak jak wy. Jednak najprzyzwoitszą i najbardziej przydającą się mocą mocą jest – spojrzał mi głęboko w oczy – zmienianie się w innych ludzi.
         Och, boże – pomyślałam, Więc to nie był Nate ani Oliver, żaden z nich nie namącił mi w głowie, to Mike wszystko chciał między nami popsuć.
         - Tak, Am, - jego twarz powleczona była złością. – To ty miałaś wszystko rozwalić, miałaś mi pomoc. Ale Ty mała dziwko przechytrzyłaś mnie! – krzyknął głosem, któ®y nie był normalny. Był przerażający i bardzo wysoki.
         - Nie mów tak do niej! – Zacharczał Oliver. Nigdy nie widziałam go w takim stanie.
         - Ohoho- Mike zrobił spektakularny gest rękoma – Nic się nie dzieje młody. Wracając do tematu, oh tak, Am, przekształciłaś mój plan. Miało pójść tak pięknie. Ty miałaś uwierzyć że Oliver jest zły, miałaś uwierzyć, że Nate jest kłamcą, a wyszło tak, że to nie mi uwierzyłaś. Ale przez chwilę byłaś pewna, że Oliver ma coś na sumieniu. I, że Felcy też w to wierzy. – zaśmiał się. – Miałaś pójść ze mną, a potem wszystkich po kolei ściągnąć na złą drogę, ale wszystko popsułaś. – zrobił smutną minę – Widzicie, nie jesteście jedynymi LOFREE na tym świecie.. – Spojrzał na nas, ale chyba po naszych minach zrozumiał, że nie wiemy, co oznacza ta nazwa.- No nie mówcie mi, że nie wiecie, dlaczego Lofree?
         - No niestety nie jesteśmy aż tak mądrzy, aby to wiedzieć – zadrwiła Teya.
         - Oh, już tłumacze. Wiecie przecież, że jesteście dziećmi demona. Ale nie tylko wy istniejecie na tym świecie. Jest nas o wiele więcej. Felton stworzył w pewnym sensie swój oddział. Każdy, kto został wybrany ma jedną, bądź kilka niesamowitych i niepowtarzalnych mocy, są jednak wyjątki – takie jak ja. Ja posiadam kilka mocy, jednak niektóre z nich posiadają również inne… Demony. Np., potrafię zmieniać się w inne osoby, tak jak Ty Oliverze.
         - Oliver, mówiłeś, że masz taką moc jak Teya. – spojrzałam mu w oczy.
         - Bo mam… Ale mam jeszcze tę moc, o której mówi Mike. Później Co to wytłumaczę, ok.?
         - Gołąbeczki moje kochane – przerwał nam Mike. – Myślę, że przyjdzie czas na pogaduszki,  No więc Felton stworzył pewnego rodzaju Armię – LOFREE. Skąd pochodzi nazwa, mianowicie.. Każda literka oznacza skrót, od jakiegoś słowa. L to skrót od Love – czyli miłości. Miłości jaką Felton dążył Rosse. Czyli Swoją dziewczynę, czarownicę, którą zabili E – czyli egzekutorzy. Zabijali wszystkie czarownice, bez względu na to, czy byłe dobre czy złe. Palili je na stogu, stąd F – Fire, czyli pożar. Felton był dobrym demonem, nigdy nikogo nie zabił, ale po stracie Rosse – najłagodniejszej czarownicy, jaką widział kiedykolwiek stwierdził, że stworzy oddział Oddział Exteme – Ekstremalny, stąd ostatnie E w nazwie. W Tych wyrazów:  LOVE, ODDZIAŁ, FIRE, ROSSE , EXTREME, EGZEKUTOR utworzył skrót LOFREE.
         - Mamy rozumieć, że jesteśmy stworzeni, ponieważ Felton chce pomścić swoją kobietę? – Spytała Felcy
         - Dokładnie tak. Tylko jest mały problem. Oliver i Teya, nie powinni być bliźniakami. Razem są o wiele silniejsi. Am ma dar, który jest bardzo pożądany. Jon czyta w myślach, oh – to jest super – Mike, aż podniósł odrobinę głos – ale nie do końca, jest to dar jeden na milion, i może zostać wykorzystany przeciw Feltonowi. Fel natomiast kontroluje ludzi, przedmioty. Jesteście bardzo niebezpieczni razem, bardzo. Każdy z LOFREE dowiadując się o swojej mocy dostawał sygnał. Budziło się w nim zło. LOFREE się nie przyjaźnią. Uważają wszystkich za wrogów. Żeby PLAN Feltona się powiódł musimy być wszyscy w jednym miejscu, ale wy… Wy krzyżujecie jego plany. Przyjaźnicie się, i na dodatek tworzycie związki wszyscy związki.
         - Jak wszyscy?  - spytał Oliver,
         - Tego też nie wiecie?  Oh, czyli wasza przyjaźń nie jest, aż taka mocna.
Oli i Am, Jon i Felcy, Teya i…  No może powiesz im sama?
         - Nie! – Krzyknęła Teya.
         - I Nathan – zaśmiał się, a ja poczułam ukucie zazdrości. Jak to Teya i Nathan? – Wybrała sobie śmiertelnika, ale jest okej. Więc ,  Felton ma ograniczoną ilość miejsc w swojej ekipie, nazwijmy ją tak. Miejsce zwalnia się tylko, jeżeli ktoś umiera. Następca odrodzi się z identycznymi mocami, ale wybór należy do was. Albo pomożecie Feltoowi wziąć odwet, albo ..
         - Stoczymy z Tobą walkę i zginiemy – wtrącił się Jon. Zapomniałam, że on jest kilka kroków przed nami.
         - Dokładnie.
         - Na czym miała by polegać ta pomoc?  - Spytałam
         - Na zabiciu wszystkich ludzi, począwszy od naszych rodzin, skończywszy na bezdomnych, miliarderach, zabójcach, bandytach.  – Odpowiedział za Mike’a Jon.
         - Nigdy w życiu się na to nie zgodzimy – Powiedziała Teya.
         - A więc walczcie. – Mike podniósł ręce, a cała ziemia zaczęła drżeć. 

wtorek, 1 grudnia 2015

ROZDZIAŁ 13 - MUSIMY POROZMAWIAĆ LOFREE


Dochodziła jedenasta. Wstałam z fotela, sięgnęłam po płaszcz, który wisiał na wieszaku i zbiegłam po schodach, mówiąc sekretarce, że Nie wiem kiedy wrócę.  Nate czekał na mnie przy drzwiach, otworzył je zapraszającym gestem,. Było widać, że bardzo się cieszy, że będzie mógł spędzić ze mną czas. Ja też się cieszyłam z tego powodu.
            Pojechaliśmy jego samochodem, jechał niczym kierowca formuły jeden, ale nie bałam się. Czułam się przy nim bezpieczna, niesamowicie bezpieczna. Na miejsce naszego spotkania Nate wybrał najlepszą restaurację w Play City, która mieściła się w pięciogwiazdkowym hotelu. Achh, hotel, co by się mogło w nim dziać – pomyślałam i sama się skarciłam/
            Lunch minął nam niesamowicie szybko, a rozmowa była miła i przyjemna. Nate wyjaśnił mi, że pomylił się co do Olivera, i on nie jest zły, ale Mike jest na sto procent. Powiedział również, że każdy komu ufam może okazać się zły, ale ja nie słuchałam jego wywodów. Byłam zapatrzona w jego piękne oczy, twarz. Miał ją taką męską. Kochałam się na niego patrzeć. Gdy zaczęłam go rozbierać wzrokiem w restauracji, on ewidentnie to zauważył. Wstał i poszedł do recepcji. Wrócił po kilku minutach z kluczem w ręce.
            - Muszę się odświeżyć – powiedział – Chcesz to możesz tu na mnie poczekać.
            - Nie. – przerwałam mu w pół słowa i zaraz się opamiętałam – Znaczy, nie chcę tutaj siedzieć sama.
            Nate uśmiechnął się do mnie i poszliśmy na górę.
            Apartament był naprawdę duży i piękny. Na środku stało niesamowicie wielkie łoże małżeńskie, powleczone białą satynową pościelą. Po obydwu stronach łóżka stały czarne szafeczki nocne. Naprzeciw łóżka wisiał telewizor, a po prawo stałą wielka, okuta lustrami szafa. Po lewej stronie znajdowały się drzwi do łazienki. Nate wszedł do łazienki, a ja położyłam się na tym wygodnym legowisku i odpłynęłam w błogim śnie.

            Poczułam delikatne muśnięcie na placach. Była tak przyjemne, że mimowolnie zaczęłam mruczeć. Całe moje ciało chciało poddać się tej pieszczocie, cały mój sen odpłynął gdzieś w niepamięć, liczyła się tylko chwila tu i teraz. Nie chciałam otwierać oczu, nie chciałam przerywać tej magicznej chwili, nie chciałam się obudzić. Byłam pewna, że to mi się śni, bo nigdy nie było mi tak przyjemnie jak w tamtym momencie. Całe ciało drżało. Obróciłam się w kierunku sprawcy pieszczot i poczułam ciepły oddech na mojej twarzy. Był taki cudowny. W tym momencie moje usta zetknęły się z jego ustami i odpłynęliśmy w namiętnym pocałunku. Jego ręce błądziły po moim ciele, niczym szukając skarbu. Poddałam się chwili, a jego ręce jednym ruchem ściągnęły moją bluzkę. Leżałam tam pół naga, ale i on  nie był już całkowicie ubrany. Dotykałam jego nagi tors, gdy nagle poczułam, że moje spodnie  schodzą z nóg. Nie broniłam się, nie chciałam się bronić. Poczułam mocne pchnięcie i byliśmy już całkowicie pochłonięci sobą. Nie wiem ile to trwało, ale to był niesamowity czas. Nigdy nie czułam się tak niesamowicie spełniona. Otworzyłam oczy i doznałam szoku. Obok mnie leżał Oliver. Tylko jak ja się znalazłam w domu?

Miałam niesamowicie namieszane w głowie, nie mogłam  nic zrozumieć. Jakim cudem zasypiając w hotelu, będąc z Nathanem budzę się w swoim domu, w łóżku z Oliverem? Nie mogłam znaleźć racjonalnego wyjaśnienia. Nic nie trzymało kię kupy i miałam coraz więcej wątpliwości, komu mogę zaufać.
            Leżałam  w łóżku i patrzyłam się na Olivera, gdy nagle on otworzył oczy.
            - Co się stało kochanie?- spytał.
            - Nie wiem Oliver. Jak się tutaj znalazłam?
            - Nate Cię przywiózł. Powiedział, że byliście na lunchu służbowym i poczułaś się słabo, więc wynajęłaś hotel i zasnęłaś. Więc postanowił, że Cię odwiezie nie budząc.
            - I wierzysz mu w to?
            - Nie, Am nie wierzę. Ale nie wydaje mi się, że chce wiedzieć co się między wami dzieje – spojrzał na mnie smutno – Kocham Cię Am, jesteś jedyną kobietą w moim życiu, której zaufałem, ale wiem, że TY mi nie ufasz. Wiem, że wszystko może się skończyć źle, jeżeli ja Ci nie udowodnię, że Cię nie okłamuje.
            Już całkiem nie wiedziałam co mam myśleć, ale moje przemyślenia przerwał telefon. Dzwoniła Teya i prosiła abyśmy pilnie przyszli do naszej jaskini. Nie myśląc zbyt długo naciągnęliśmy na siebie ubrania i wybiegliśmy z domu. Chciałam wziąć kluczyki do auta, ale Oliver zaprzeczył.
            - Myślę, że ja poprowadzę. – Powiedział z diabelskim uśmiechem. Wziął mnie na ręce i pobiegliśmy, tak szybko, że widziałam tylko rozmazane kontury przedmiotów, które widzieliśmy. W ciągu minuty byliśmy na miejscu. Teya była cała roztrzęsiona.
            - Co się dzieje siostrzyczko?   Zapytał Oli podchodząc do niej i ją przytulając.
            - Oli, - była przerażona i tak też mówiła -  Jon jest w niebezpieczeństwie. On jest uwięziony w jakimś pomieszczeniu, jest z nim jakiś facet, ma takie czarno czerwone oczy i . potrafi zmieniać się w innych ludzi.
            Mike – powiedzieliśmy oboje.
            - Teya, skup się  - powiedziałam – Gdzie on jest – o tym, że Teya potrafi rozmawiać z Jonem dowiedziałam się zaraz na początku, powiedziała, że nie wie jak to robi, bo zna już swoją moc, ale Jon udostępnia jej swój umysł, dzięki czemu są w ciągłym kontakcie.
            - Myślę, że jest to na drugim końcu miasta. – zrobiła się nie dostępna na moment – Tak. Dom, wielki dom. Na wrzosowisku, naprzeciw jest sklep meblowy. Dom numer trzydzieści sześć.
            - To dom Mike’a – powiedział Oliver
            - Skąd wiesz?  - spytałam zdziwiona.
            - Wiesz Am, gdy ty spisz sobie w hotelu z innym mężczyzną, ja działam, aby uratować nam życie w razie czego.
            W mgnieniu oka pojawiła się również Felcy. Była bardzo nerwowa. Z jakiś względów podejrzewałam, że ją i Jona łączy coś więcej niż tylko przyjaźń, a te jej randki… Wcale nie mają miejsca bytu.
            Zabraliśmy swoje bronie, ja wybrałam miecze, umiałam nimi niesamowicie władać, chociaż nigdy się tego nie uczyłam, ale przyzwyczaiłam się do faktu, że każdo z nas ma broń, która zastałą mu przypisana i potrafi ją używać niczym mistrz.
            Ruszyliśmy w drogę. Po paru minutach byliśmy na miejscu . Ja na rękach Olivera, Felcy w ramionach Teyi. Pomyślałam, że fajnie mieć takie moce.
             Dom był niesamowicie duży, ale tylko w jednym pokoju, na samej górze paliło się światło. Drzwi były zamknięte, ale okno na parterze uchylone. Postanowiłam użyć swojej mocy do przydatnych celów. Zakręciłam dłonią i podmuch wiatru otworzył okno na szeroko. Felcy się uśmiechnęła, wydawało mi się, że chciała powiedzieć, że w końcu się uczę, ale nic nie powiedziała. Widziałam w jej oczach strach. Wskoczyliśmy  do domu i pobiegliśmy na górę.. W pokoju siedział związany Jon. Oliver od razu podszedł do niego,  Zerwał łańcuchy,, które trzymały jego ręce.
            -Dzięki Oli.  Dziękuję Teyo, że wszystkich powiadomiłaś – powiedział z szacunkiem, ale podbiegł do Felcy i pocałował ją namiętnie, po czym spojrzeli w naszą stronę.
            -  Hm, wydaje mi się, że najwyższy czas wam o nas powiedzieć.
            - Już dawno wiedzieliśmy – powiedział Oli.
            - Ja też wiedziałem, że przybędziecie – Usłyszeliśmy głos dochodzący od strony drzwi – Musimy poważnie porozmawiać LOFREE, bardzo poważnie. 

poniedziałek, 30 listopada 2015

ROZDZIAŁ 12 - NIESPODZIEWANE DECYZJE


            Cały dzień przychodziły do mnie osoby z mojej firmy pytać dlaczego zwolniłam Mike’a.
Denerowały mnie ich pytania, ale mówiłam wprost, że mnie okłamywał. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Było już późno, a ja  byłam bardzo zmęczona.
            Wracając do domu wstąpiłam jeszcze do sklepu, kupiłam sobie mandarynki, ponieważ zbliżały się święta, a ja w tym okresie pochłaniałam kilogramy tego cudownego owocu.
            Weszłam do domu. Oliver siedział przed telewizorem i oglądał jakieś bzdury. Był taki przystojny. Nagle dopadły mnie wyrzuty sumienia, że całowałam się z Nathanem, ale to nie była moja wina, to nie ja go pocałowałam, a on  mnie. Musiałam to jakoś przeżyć. Drugim powodem było to, że uwierzyłam Nathanowi, że Oliver jest zły, ale ja już sama nie wiedziałam komu mam ufać. Wszystko działo się tak szybko, tyle rzeczy do siebie pasowało, tyle za sobą przemawiało.
            - Cześć kochanie, jak minął dzień?  - spojrzał na mnie ciepło..
            - A daj spokój. Głowa mi pęka, wszystko mnie denerwuje, jest mi źle, musiałam zwolnić kierownika, ponieważ mnie okłamywał, więc… ah, daj spokój po prostu, Jutro znów muszę tam iść i się wszystkim tłumaczyć ze swoich decyzji. 
            Oliver nic nie powiedział, wstał z łózka, podszedł do mnie o mocno mnie przytulił. Zrobiło mi się ciepło na duszy. Spojrzałam na niego, on spojrzał na mnie i popatrzył mi prosto w oczy. To co w nich zobaczyłam było… dziwne. Tak, dziwne, dokładnie. Jego czy nie były takie jak moje, ani takie jak Mike;a. Jego oczy były normalne, ciepłe, ludzkie. Po chwili jednak zaczęły się zmieniać, zaczęły być takie jak moje, czy takie jak Felcy.
            - Oliver, ok., masz takie same oczy jak ja czy Felcy, ale pokaż mi jak się zmieniasz w innych.
            Oliver spojrzał na mnie jak na idiotkę, nie rozumiał o co mi chodzi.
            - Ym, Am? Kto Ci nagadał takich głupio na mój temat ? Ja się w nikogo nie zmieniam Am. 
            Teraz to ja byłam idiotką.
            - Jak nie, to jaką masz moc?
            - Taką samą jak Teya, przecież bliźniaki nie mogą mieć innej mocy.
            - Ale.. pokaż mi.
            Oliver zaczął udowadniać, że posiada identyczną moc jak Teya.
            - Kto ci naopowiadał takich głupot Am?
            - Felcy-  spojrzałam na niego.
            -Kiedy widziałaś się z Felcy?
            - Tego samego dnia, kiedy widziałam się z Nathanem w nocy.
            - Am, ale ona nie ma w kraju. Ona wyjechała z tym swoim nowym chłopakiem na jakieś wakacje.
            - Oliver… Ty musisz coś wiedzieć.. Mike… Mike.. On.. Jest inny. Nie jest człowiekiem, ale nie jest taki jak my…
            - Cholera jasna! – krzyknął Oliver. – Wiedziałem, że jest ktoś więcej niż my.
            - Oliver. Nathan jest taki jak my.
            - To wiem, ale nie wiem , jaki jest Mike. Trzeba to sprawdzić.

                                                                       *
            Usiadłam w swoim fotelu, a biurku leżały już wszystkie glosy. Podnosiłam po kolei karki i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Przewijały się na nich różne imiona, ale na każdej kartce znajdował się Nathan Szell. O cholera, pomyślałam. To nie może być prawda, nie mogłam wybrać sama, oh boże. Wzięłam komórkę do ręki i wykręciłam numer.
            -Nate. Do mnie, już!
            Nathan wszedł po kilku minutach, a ja spojrzałam na niego niczym na Boga. Zaczęłam odpływać ale jego głos sprowadził mnie na ziemię.
            - Am, wiem, że na mnie lecisz, ale może chociaż w pracy zachowamy pozory?
            Otrząsnęłam się, miał rację, nie powinnam była się tak zachowywać.
            - Tak, tak już , sorry. Nate, myślę, że będziemy się teraz częściej spotykać.
            - Rzucasz mi jakieś propozycje? – uśmiechnął się łobuzersko, ale nie zareagowałam, znaczy zareagowałam, ale nie dałam tego po sobie poznać.
            - Nie, Nate. Zostajesz kierownikiem głosem ludu.
            - Oh! Cieszę się bardzo – uśmiechnął się – Pewnie się nie spodziewałaś, że mnie wybiorą ?
            - Nie, szczerze mówiąc.
            - A co myślałaś?  Tyle babek w tym Twoim banku, wszystkie na mnie lecą, więc oddały na mnie głos – powiedział, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Dla niego może była, dla mnie nie.
            - A więc Panie Nathanie Szell, witam pana i zapraszam do zapoznania się ze swoimi obowiązkami. Omówimy wszystko na lunchu o jedenastej.- Powiedziałam jako szefowa.
            - Myślę, że to nie będzie do końca służbowy lunch Panno Ameel Quin. – uśmiechnął się, odwrócił i wyszedł do swojego nowego biura.
            Sziedziałam chwilę na swoim fotelu, po czym poprosiłam sekretarkę, aby nie przeszkadzała mi pod żadnym pozorem. Usiadłam z kawą przed oknem i zaczęłam marzyć, jakby to było, gdyby nie  było Olivera, a był Nathan.